Rozdział XV
Mało co w nocy spałem. Nie mogłem. Ciągłe moje myśli wędrowały do czerwonowłosej.
Tak bardzo ją kocham. Przy niej nie jestem żadnym wokalistą z wieloma fankami tylko ,,zwyczajnym" chłopakiem. Po prostu mogę być sobą. Nie mogę jej stracić. I to przez taką głupotę. Żałuję, że jej wcześniej wszystkiego nie wyjaśniłem. Taki debil jak ja trafia się chyba raz na milion. W tak żałosny sposób stracić tą jedyną. Nie chciałem jechać od razu do jej domu. Myślałem jeszcze jak jej to wszystko wyjaśnić. Pojechałem do kwiaciarni i kupiłem czerwoną różę. Oby się jej spodobała. Chwilę później byłem u niej pod domem. Zapukałem do drzwi. Otworzyła mi brunetka.
- Cześć - przywitałem się. - Jest Angela?
- Hej. Nie ma jej jeszcze - prawdopodobnie skłamała, żeby kryć przyjaciółkę. Rozumiałem ją. Gdyby chodziło o mojego przyjaciela też bym tak robił.
- Wiesz kiedy wróci?
- Nie.
- Mogę na nią poczekać?
- Wchodź - wpuściła mnie do środka. Popatrzyła na różę. - To dla niej?
- Tak, a co? - zdziwiłem się widząc jej minę. Wyrażała coś w stylu ,,ty tak na serio?".
- Ona nie lubi czerwonych róż - zaśmiała się.
- A co mam jej dać? - byłem zdziwiony większość dziewczyn je uwielbia.
- Nie lubi prezentów. Chociaż bardzo lubi misie. Jeśli już róże to białe. Czerwonych szczerze mówiąc nienawidzi.
- To lepiej pojadę kupić inną... - spojrzałem na nią. - Dlaczego mi pomagasz ?
- Harry mi wszystko wyjaśnił. Nie mogę patrzeć jak cały czas w jej oczach są łzy. Chciałam jej powiedzieć o tobie i tej dziewczynie, ale jak tylko o tobie wspominałam zmieniała temat. Myślałam, że wczoraj jej wszytko powiedziałeś, bo wróciła tak szczęśliwa i pełna życia jak nigdy.
- Dzięki - powiedziałem nakładając buty.
- Ale już ci nie będę pomagała, bo jak się dowie to mnie zabije - uśmiechnęła się blado, a ja to odwzajemniłem.
Jeśli tak ich nie lubi muszę kupić inne. Wyszedłem z domu i znów dzisiejszego dnia pojechałem do kwiaciarni. Kupiłem białą różę, a później w innym sklepie największego misia jaki tam był i czekoladki.
Wiedziałem, że Nina mnie do niej nie wpuści, więc poszedłem do ogrodu. Zobaczyłem, że okno w jadalni jest uchylone. Jakimś sposobem po dłuższej chwili udało mi się je otworzyć. Niezbyt zgrabnie udało mi się wślizgnąć do domu. Ten cholerny misiek wcale nie ułatwiał mi tego. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Było puste. Zamknąłem okno i ruszyłem cicho w stronę schodów. Usłyszałem, że ktoś schodzi. Schowałem się w schowku pod schodami. Bardzo pomysłowe... Po prostu mogłem się poczuć jak Harry Potter. Zostawiłem lekko uchylone drzwi, żeby widzieć kto to. Była to Angela. Wyglądała na bardzo smutną. Jej oczy były zaczerwienione od płaczu. Weszła do kuchni. Ja w tym czasie wdrapałem się po schodach. Kilka razy byłem u niej w pokoju dlatego nie miałem większych kłopotów z jego odnalezieniem. Na łóżku ładnie ułożyłem misia. Pomiędzy łapki włożyłem mu kwiatki i czekoladki. Kolejny raz tego dnia schowałem się. Tym razem w toalecie. Chwilę później do pokoju weszła Angela. Podeszła do okna przeczesując włosy palcami. Przez chwilę patrzyła przez nie i się nad czymś zastanawiała. Była w krótkiej bluzce na ramiączkach i spodenkach. W tym świetle dostrzegłem siniaki na jej drobnym ciele. Największy był na plecach. Zastanawiałem się co mogło jej się stać. Nie wyglądały na świeże. Po niektórych zostały tylko łagodne ślady. Kiedy zasłaniała okno żaluzjami zauważyłem jej pocięte nadgarstki. Moje serce już nie było w milionach kawałkach lecz w miliardach. Po policzkach zaczęły płynąć łzy. Dziewczyna podeszła do szafy i nałożyła bluzę. Podeszła do łóżka. Zauważyła prezent.
- Co to ? - szepnęła do siebie. Usiadła i zaczęła wszystko przeglądać. Chyba w poszukiwaniu jakiejś karteczki by do wiedzieć się od kogo to. Przytuliła misia. Siedziała tyłem do mnie. Po ciuchu wszedłem.
- Podoba ci się? - zapytałem. Ona ze strachem się odwróciła. Chciała coś powiedzieć ale jej nie dałem. - Proszę daj mi chociaż pięć minut.
- Nie - powiedziała stanowczo wstając. Jej oczy napełniły się łzami.
- Proszę cię ... - nie dała mi skończyć.
- Nie. Wyjdź stąd - głos jej się załamał. Rozpłakała się. Usiadła na łóżku i objęła ramionami kolana.
Nie mogłem się poddać. Nie teraz. Ja też zacząłem płakać. Klęknąłem przy jej łóżku.
- Proszę nie płacz. Możesz mnie wyzywać, krzyczeć na mnie, ale nie płacz. Tego nie zniosę - to słowo już załkałem. Spojrzała na mnie.
- Masz chwilę - powiedziała przecierając łzy. Zrobiła poważną minę. Starała się powstrzymać łzy i wyglądać na twardą.
- Tak na prawdę nie jestem z Margaret - powiedziałem.
- Czyli to wszystko było kłamstwem? My tak na prawdę też nie byliśmy razem ? Chodziło o jakąś umowę, tak?
- O jaką znowu umowę ? - zdziwiłem się. O co jej chodziło?
- Słyszałam twoją rozmowę przez telefon. Powiedziałeś, że mnie nie kochasz i musiałeś udawać.
- Skarbie - złapałem ją za rękę, a ona błyskawicznie się odsunęła. - Źle mnie zrozumiałaś. Powiedziałem, że mi na niej nie zależy. Nie chodziło o ciebie. A ta umowa... Była pomiędzy mną a Margaret. W tej umowie chodziło o to że będziemy się spotykać przez dokładnie pół roku. Nie możemy ze sobą zerwać dopóki nie minie ten termin. Nie chciałem cię martwić. Nie wiem czy kiedykolwiek ją kochałem. To co do niej czułem nawet nie ma porównania do tego co czuje do ciebie.
- I mam ci w to wszystko uwierzyć? - zapytała.
- Tak bo mówię prawdę. Proszę uwierz mi. Jakby ci to wyjaśnić... Sławni ludzie często podpisują takie jakby umowy, żeby zdobyć większy rozgłos. Najważniejsze jest, żeby nikt o tym nie wiedział. Przecież wiesz, że kocham cię najbardziej na świecie. Nie potrafię bez ciebie żyć. Wiem, że bardzo cię zraniłem. Proszę cię wybacz mi - nadal przed nią klękałem. Znów spróbowałem złapać ją za rękę. Udało się przynajmniej się nie wyrwała.
- A co wczoraj z nią robiłeś? Wyglądaliście na szczęśliwych.
- Musimy czasem się spotykać i udawać najszczęśliwsze pary świata byle by o nas pisali. A kim był ten chłopak ?
- To mój ... brat. Nie taki rodzony, ale wczoraj próbowałam coś zrobić i on mnie uratował. Chodzi ze mną do szkoły.
- Należało mi się - pokazałem na czerwony po uderzeniu ślad na policzku. Zaśmiała się.
- Wiem - powiedziała a ja pocałowałem ją w dłonie które trzymałem.
- A tobie co się stało ? - zapytałem wskazując na siniaki.
- Nic takiego. Nie chce o tym mówić - spojrzała w ziemię. Znów kilka łez spłynęło po jej policzkach.
- Proszę cię. Porozmawiaj ze mną.
- Jak byłam w Polsce były... były chłopak mnie pobił i pokazał twoje zdjęcia z dziewczyną... - nie wiedziałem co powiedzieć. Jak to ją pobił ? Jak mógł ją w ogóle skrzywdzić?
- A co ci się stało w nadgarstki?
- Nic takiego. Skąd ty to wszystko wiesz?
- Zobaczyłem przed chwilą. Pokaż mi - prawie wymusiłem, żeby podniosła rękaw od bluzy.
Kiedy to zrobiłem łzy znowu zaczęły spływać po moich policzkach.
- Czemu to zrobiłaś ? - spytałem.
- Przez te wszystkie problemy...
- To przeze mnie? - nic nie odpowiedziała. Usiadłem obok jej łóżka. Co teraz mam zrobić? To wszystko przeze mnie. Oparłem głowę o ręce. Angela usiadła koło mnie i przytuliła mnie. Przy niej czuję jakby nic innego się nie liczyło. Cały świat staje w miejscu.
- To nie tylko przez ciebie - wyszeptała.
- To przez co jeszcze?
- Mój najlepszy przyjaciel zmarł. Mówiłam ci, że próbowałam coś zrobić, a Andre mnie uratował. Próbowałam wtedy się zabić. Stałam na dachu jakiegoś wysokiego budynku i już robiłam krok, ale zajął mnie rozmową. Pojechaliśmy do jego domu, a jak szliśmy na kolacje spotkaliśmy was.
- Jak to zmarł ?
- Podobno poślizgnął się gdzieś nad rzeką i głową uderzył w lód - ponownie się rozpłakała. Pocałowałem ją we włosy.
- A ten twój były chłopak...
- Nie chce o nim mówić - przerwała mi.
- Już spokojnie - podniosłem ją. Zdjąłem buty, położyłem się, a ją usadziłem na sobie. - Nie mówmy na razie o tym.
Leżeliśmy bez słowa. W końcu zobaczyłem, że zasnęła. Wkrótce też to zrobiłem. Miałem koszmar. Śniła mi się Angela. Zrobiła to. Skoczyła z tego budynku. Widziałem jak spada. Jak z każdą sekundą zbliża się do ziemi.
~~~Harry~~~
Tak wspaniale czuję się przy Ninie. Zapominam o istnieniu całego świata. Jest tak ważną osobą w moim życiu. Każda chwila spędzona z nią wydaje się najpiękniejszą w moim życiu. Myślę o niej w każdego dnia, każdej godziny, każdej minuty.
- Wchodź - powiedziała, gdy otworzyła mi drzwi. Po wejściu od razu ją pocałowałem. Cały dzień o tym marzyłem. Poszliśmy do jej pokoju. Zaczęliśmy się jak zwykle wygłupiać co chwile całując.
- Kocham cię - powiedziałem. Odpowiedziała tym samym. Zawsze gdy to do mnie mówiła moje serce zaczynało szybciej bić. Była jak spełnienie wszystkich moich marzeń. Była wszystkim co ważne.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz