*** początek roku szkolnego ***
~~~ Angela~~~
Wakacje minęły strasznie szybko. Prawie co dzień spotykałyśmy się z chłopakami. Nawet przedstawili nas reszcie zespołu. Wszyscy chłopcy byli wspaniali. Dobrze się dogadywaliśmy.
Dzisiaj pierwszy dzień szkoły, a właściwie zajęć. Trochę się stresuje. Na szczęście jest przy mnie Nina. Chodzi do tej samej uczelni. To jej ostatni rok. Wybrałam na studiach, zgodnie z moimi marzeniami, kierunek weterynarii i pedagogiki. Na szczęście dało się to wszystko pogodzić bez zbieżności zajęć. Dzień adaptacji minął na luzie. Oprowadzili nas po szkole, zapoznali nas z regulaminem i tak dalej. Było dość dużo osób z innych państw na tym kierunku, w tym jedna z Polski. Co mnie bardzo ucieszyło. Dziewczyna to niska brunetka o ciemnych oczach imieniem Diana.
Zdaje się być dość nieśmiałą i bardzo miłą. Od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Chociaż nie wiem jakim sposobem dostała się tutaj pomimo tego, że średnio radzi sobie z angielski.
Zajęcia zaczynałam o równej 9. Nina postanowiła mnie odwieźć chociaż zaczynała godzinę później. Pierwsze zajęcia były dość proste więc zleciały szybko. Nim się skapnęłam była pora lanczu. Z moją nową koleżanką z klasy weszłyśmy do wielkiej sali. Kupiłyśmy coś do jedzenia i usiadłyśmy na uboczu. Rozmawiałyśmy oczywiście po Polsku. Dowiedziałam się że mieszkała w Krakowie. Ma młodszego brata. Zgodziłam się jej w razie czego pomagać i tłumaczyć jeśli czegoś nie zrozumie. Kiedy już prawie zjadłyśmy swój posiłek bez pozwolenia przysiadł się do nas jakiś chłopak. Przedstawił się jako Michael. Wysoki, dość przystojny brunet. Był dość miły i rozgadany.
Fajnie się z nim rozmawiało. To również pierwszoklasista tyle, że na wydziale historii sztuki. Szczerze mówiąc pasuje to do niego. Jeszcze jedno podobieństwo: nie jest z Wielkiej Brytanii. Mieszkał w Ameryce. Przeprowadził się z rodziną do Londynu, ponieważ jego mama zawsze tego chciała. Poza tym twierdził, że w Ameryce nie jest zbyt ciekawie. Miał tam wielu ,, nieprzyjaciół". Tak samo jak ja pomyślałam. Cały czas mówił. Pasowało nam to.
- Hej, zobaczcie znowu nasz kolega - zawołał przechodzący koło nas chłopak do swoich kolegów pokazując na Michaela, przy tym przerywając naszą rozmowę o podróżach. Widać było, że nie jest przyjaźnie nastawiony. Jego koledzy również podeszli.
- Co wy znowu chcecie? - spytał Michael z lekkim zakłopotaniem i co mnie zdziwiło strachem. Chłopak podszedł bliżej a za nim jak cienie reszta.
- Przyszliśmy się tylko przywitać - odpowiedział brunet z ciemnymi oczami. Chciał lekko uderzyć go w głowę, tak jak to zwykle robią głupi licealiści, by kogoś zaczepić tyle, że jesteśmy na studiach i powinien już dawno wydorośleć. Chyba jeszcze z tego nie wyrośli. Jednak byłam szybsza i po prostu złapałam go za rękę i wstając wykręciłam mu ją. To był impuls. Jęknął. Spojrzał na mnie zaskoczony. Miał ciemne oczy podobne do... do oczu Adriana.
Nie wiem czemu mi go przypomniał. Poczułam łzy w oczach. Odepchnęłam go tak że wpadł na kolegów którzy go złapali. Chwyciłam plecak i wybiegłam ze stołówki. Korytarze były puste, gdy zobaczyłam drzwi do toalety od razu tam weszłam. Na szczęście nie było tam nikogo. Oni byli tacy do siebie podobni. Nie mogę o nim myśleć. Uderzyłam pięścią w ścianę co zawsze pomagało mi wyładować złość. Spojrzałam w lustro i poprawiłam makijaż tak by nie wzbudzić podejrzeń.
- Angela jesteś tu ? - zapytała Diana wchodząc jej głos był pełen troski i jak zwykle słodki. Kiedy tylko mnie ujrzała rzuciła mi się na szyje.
- Jest tu ? - zapytał Michael po dłuższej chwili otwierając nieśmiało drzwi od razu otulił nas ramionami. Wszyscy się zaśmialiśmy.
- Kim oni byli ? - zapytałam Michaela kiedy tylko oderwaliśmy się od siebie.
- Nie wiem. Wczoraj jak byłem w toalecie przyczepili się do mnie. Z tego co wiem chodzą do drugiej klasy.
- Jak ty to zrobiłaś ? - zapytała Diana pełna podziwu.
- Lata treningu - zaśmiałam się.
- Ale on jest o wiele silniejszy - ciągnęła.
- Nie tylko siła się liczy. Może i jest silny, ale nie używa mózgu - dotknęłam palcem skroni. Miałam jeszcze coś dopowiedzieć, ale weszła jakaś dziewczyna.
- Wiesz, że to toaleta dla dziewczyn ? - zapytała w stronę chłopaka, który momentalnie się zarumienił na co niebieskooka blondynka się uśmiechnęła.
- Już idziemy - powiedziałam i wszyscy się uśmiechnęliśmy po czym wyszliśmy.
- Za 10 minut mamy biologię. A ty ? - brunetka zapytała Michaela.
- Też - powiedział patrząc na plan zajęć. Poszliśmy do odpowiedniej sali i usiedliśmy koło siebie. Pojawiła się na nich również niebieskooka blondynka. Pod koniec profesor podzielił nas w czwórki do wykonania projektu. Do naszej trójki przyłączył tą dziewczynę z toalety. Przedstawiła się jako Lucy.
Każda grupa losowała temat projektu. Nam przypadła genetyka. Szczerze mówiąc nienawidzę jej. Umówiliśmy się po zajęciach na kawę, by pogadać o projekcie i jakoś zacząć.
~~~ Andre ~~~
Ta dziewczyna ze stołówki zajmuje wszystkie moje myśli. Broniła tego debila i ośmieszyła mnie przed kolegami, jednak była tak wyjątkowa. Żadna dziewczyna nigdy mi się nie przeciwstawiła. Każda uważała, że jestem przystojny i grały na moich zasadach. Ona była inna. To ona tym razem ustalała zasady. Jakby była księżniczką. Co ja mówię ? Księżniczka ? To za mało powiedziane. Jakby była królową. Królową świata. Wszystkiego co istnieje. Kiedy spojrzałem w jej oczy poczułem, że muszę się zmienić. Nie mogę być do końca życia takim dupkiem. Ten chłopak, który jest takim cwaniaczkiem przy kolegach to tylko przykrywka przed słabością. Co się w ogóle ze mną stało?
Na samą myśl o tym robi mi się smutno i szczerze mówiąc głupio. Czuje że mam tylu ,,przyjaciół" przez to, że jestem bogaty. Tak, jestem jednym z tych bogatych, zupełnie niepotrzebnych i nic nie wartych dupków. To chyba słaba opinia o sobie jednak taka jest prawda. Chciałbym być bardziej wartościowy. Znaczyć dla kogoś coś więcej. Od spotkania z czerwonowłosą dziewczyną czułem się dziwnie wśród kolegów. Cały czas jej wypatrywałem. Po powrocie do domu, jeśli tak można go nazwać, leżałem w łóżku i myślałem. W końcu moje myśli powędrowały do ,,idealnego domu" o jakim lubię pomarzyć. Oddałbym wszystko, by mieć prawdziwą rodzinę. Nawet żeby czasem się kłócili. Oni po prostu żyją osobno. Wyglądają jakby byli najszczęśliwszym małżeństwem na świecie. Jednak tak nie jest. To tylko pozory. Są zbyt zajęci pracą. Często nawet tygodniami ich nie widzę. Nie wiem czy kiedykolwiek zjedliśmy razem obiad lub po prostu coś razem zrobiliśmy. Nawet jak byłem mały to niania się mną opiekowała, ponieważ oni nie mieli czasu. Moja niania była moją rodziną. Tylko ją kochałem. Niestety zmarła dwa lata temu co totalnie mnie zniszczyło. Zawsze mogłem liczyć na to że mnie przytuli i pocieszy. Można powiedzieć, że nawet nie wiem jacy są moi rodzice. Nigdy nawet nie byli na przedstawieniach, w których grałem w przeciwieństwie do mojej niani. To dla mnie ,,obcy ludzie". Nic nas nie łączy. Dalszej rodziny prawie, że nie znam. Rodzice odcięli się od nich po małżeństwie. Dlaczego oni tacy są? Nie wystarczyłby im mały dom? Mamy tylko jakąś cholerną wille gdzie nie czujemy się jak w domu. Wszytko jest poukładane i nie ma domowego nieładu. Jedynie pustka i samotność ...
Zawsze chciałem być pisarzem. Jednak rodzice w jednej z krótkich rozmów przed studiami zdecydowali, że mam być lekarzem. Choć tego nienawidzę. Widok krwi mnie przeraża. Nikomu tego nie mówię, bo pewnie by mnie wyśmiali. Pisanie jest dla mnie czymś wyjątkowym. Przenosi mnie w świat idealny. W mój świat. Piszę o wszystkim co akurat przyjdzie mi do głowy. Co jest wspaniałe. Jest w nich to czego mi brakuje. Jest tam miłość, przyjaźń, rodzina. Napisałem kilka opowiadań, lecz nikt ich nie czytał i prawdopodobnie nie przeczyta. Ojciec byłby zły, gdyby dowiedział się, że tak ,,tracę" czas.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz