19 grudnia 2015

One Direction

-Szybko - zawołałem i już przedzieraliśmy się przez tłum ludzi. Chwilę później staliśmy pod drzwiami, którymi niedawno wyszli szukani przez nas ludzie. Otworzyłem je a moją twarz owiał chłodny wiaterek. Ruszyłem przed siebie mając nadzieję, że gdzieś tu są. Stanąłem na środku jednak nic nie dostrzegłem. Jasne światło latarni oświetlało parking na którym stało mało samochodów. Nikogo na nim nie było.
                                                   ~~~ Angelina ~~~
Nie mogłam uwolnić rąk z żelaznego uścisku mężczyzny. Czułam jakby z każdą chwilą stawał się coraz mocniejszy. 
- Puść mnie - krzyknęła Nina. 
- Zamknij się - powiedział mężczyzna trzymający moje nadgarstki. Nagle obrócił mnie, tak że stanął za mną. Prawą rękę umieścił na mojej szyi lekko na nią naciskając. Spojrzałam na Nine jej lewą rękę przytrzymywał napastnik. Widać było, że mocno, ponieważ powstały wokół tego miejsca czerwone ślady. Spojrzała na mnie znacząco. Był to symbol w stylu ,,pamiętasz ?". W dzieciństwie ćwiczyłyśmy sztuki walki. Od kiedy skończyłam osiem lat chodziłyśmy na treningi. Kiedy wyjechała z Polski przestała trenować,a ja nadal to robiłam. Wcześniej ciągle ćwiczyłyśmy. Nawet nauczyłyśmy się porozumiewać gestami w razie takich właśnie przypadków. Często nam się to przydawało. Można powiedzieć, że kłopoty nie odstępowały nas na krok. Niektórym zdaje się, że to tylko dziecinna zabawa jednak skuteczna. 
Prawą rękę ułożyła na znak ,,jeszcze chwila". 
- Zaprowadźcie je do samochodu - powiedział trzeci z mężczyzn. Na co oni tylko skinęli głową i już zamierzali ruszyć w stronę ciężarówki. 
- Puśćcie je - usłyszałam głos kilka kroków za nami. Wszyscy zaskoczeni odwróciliśmy się. Stało tam dwóch chłopców, których spotkałyśmy w restauracji kilka godzin temu. Od razu ich poznałam. Spojrzałam na Ninę i obie na raz kiwnęłyśmy głowami po czym ja uderzyłam prawym łokciem idealnie pod mostkiem napastnika. Zaskoczony opuścił rękę z mojej szyi przez co mogłam swobodnie się odsunąć. Sprawnie zsunęłam ze stóp szpilki. Nina stanęła obok mnie i również uczyniła tą czynność. Jakoś niezbyt wygodnie bronić się w takich butach. Jeden z nich podszedł do nas i najwyraźniej chciał uderzyć Ninę, ale pociągnęłam ją za mnie przez co duża ręką mężczyzny trafiła w mój policzek. Uderzenie było tak mocne i niespodziewane, że przez nie upadłam na ziemię. Moja przyjaciółka odepchnęła go. Chłopaki dopiero teraz jakoś zareagowali. Nawet zapomniałam o ich obecność. Stanęli przed nami  by nas chronić przed napastnikami jednak oni popatrzyli po nas po czym szybko odeszli. Blondyn nie pytając o nic podniósł mnie z ziemi. Poczułam jak lekko unoszenie się nad ziemią. Niósł mnie na tak zwaną ,,pannę młodą". Drugi, ten z lokami podszedł do Niny.  Zapytał się jej czy dobrze się czuje na co odpowiedziała skinieniem głowy.  Schyliła  się po nasze buty jednak chyba coś musiało ją zaboleć ponieważ nie zdołała się po nie schylić.  Trzymała się za brzuch. Chciałam do niej podejść jednak chłopak mnie mocniej przytrzymał.

- Spokojnie - szepnął mi do ucha. Miał piękny głos.  Jego niebieskie oczy intensywnie się we mnie wpatrywały. Po chwili odwróciłam wzrok i spojrzałam na blondynkę. Był przy niej ciemnowłosy. Wziął nasze byty i pomógł jej iść na nami. Przytrzymał ją w pasie a ona posłusznie szła. 
- Możesz mnie puścić. Dam radę sama iść - powiedziałam patrząc w jego oczy. Przeniósł mnie, aż do drzwi, którymi wyprowadzili nas mężczyźni. Do lekkich nie należę. Przynajmniej moim zdaniem.
- Na pewno? - spytał stając. Pokiwałam głową, ale on jeszcze chwile tak stał. Wyglądał jakby nad czymś intensywnie myślał. Dopiero po jakiejś minucie postawił mnie z łatwością na ziemi i nałożył mi na ramiona swoją marynarkę. Nina także miała podobną na sobie. Na pewno wyglądałyśmy zabawnie. Podziękowałyśmy skinieniem głowy. Brunet podał mi moje szpilki, które od razu nałożyłam i podeszłam do Niny. 
- Wszystko OK? - spytałam.
- Mną się nie przejmuj. Przecież to nie pierwszy raz - odpowiedziała śmiejąc się. Również to zrobiłam. Ma racje, to na prawdę nie nasza pierwsza bójka. Zawsze miałyśmy takie szczęście, że gdzie tylko się pojawiałyśmy kończyło się to w wiadomy sposób. 
- Odwieźć was do domu - zapytał loczek. Popatrzyłyśmy po sobie i pokiwałyśmy niepewnie głowami. Zaprowadzili nas do białego mercedesa. Chłopacy otworzyli przed nami drwi. Ja usiadłam z blondynem z tyłu, a Nina z przodu koło loczka. Dziewczyna mówiła mu gdzie ma jechać. 
- Jak w ogóle wy to zrobiłyście? - spytał zdziwiony blondyn, gdy już jechaliśmy jedną z Londyńskich ulic.
- Lata treningu - powiedziała moja przyjaciółka i przybiłyśmy sobie ,,piątkę'' tak jak mamy to w zwyczaju przy tym się śmiejąc. Chłopcy również się zaśmiali. Po chwili loczek zatrzymał samochód, oboje szybko wysiedli i otworzyli przed nami drzwi. Byliśmy na miejscu. Odprowadzili nas pod same drzwi domu. 
- Tak w ogóle jak macie na imię ? - zapytał zielonooki. Nina nas przedstawiła. To samo uczynili chłopcy. Loczek miał na imię Harry, a blondyn Niall. Brunetka spytała czy chcą się czegoś napić, na co ja spojrzałam na nią miną typu ,,co ty robisz?". Ona udała, że tego nie widzi. 
- Chętnie - odparł Harry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz