18 grudnia 2015

One Direction

Rozdział II 
                                            ~~~ Angelina, lotnisko Londyn~~~ 
- Nareszcie jesteś - powiedziała na przywitanie Nina. Była moją starszą o 3 lata kuzynką oraz moją najlepszą przyjaciółką. Przytuliła mnie bardzo mocno. Dawno jej nie widziałam. Była taka śliczna. Trochę się zmieniła od ostatniego spotkania. Nic dziwnego. Jest osobą która lubi zmieniać styl ubierania i ogólnie lubi zmieniać swój styl życia. Mam zamieszkać u niej. Wszystko już mi załatwiła. 

- Tęskniłam za Tobą - powiedziałam wtulona w nią. Oderwałam się na chwile od niej. 
- Idziemy? - spytała, na co ja kiwnęłam głową. - Jest dopiero 11, więc możemy pozwiedzać Londyn, a wieczorem pójdziemy do najlepszego klubu w jakim kiedykolwiek byłam. 
- Może być - powiedziałam z największym entuzjazmem na jaki teraz było mnie stać. 
- Ej, co jest ? - spytała z troską. Nie dało się jej oszukać. Dlaczego zawsze wie co mi leży na serduszku ?  
- Po prostu tęsknię - powiedziałam po czym spojrzałam w jej oczy. 
- Przyzwyczaisz się. Też tak miałam na początku. Jesteś tu ze mną, przecież jeśli będziesz chciała to możesz wrócić. Nie masz nic do stracenia - powiedziała wchodząc do samochodu. 
- Wiem - pocieszyła mnie. Poczułam się lepiej. - To gdzie najpierw jedziemy ? 
- Do domu - powiedziała. Nie była najlepszym kierowcą na świecie. Jeździło się z nią dość nieprzyjemnie ale bezpiecznie. - Musisz się przebrać, chwile odpocząć, dopiero koło 15 gdzieś wyjdziemy.
Po niecałych 30 minutach byłyśmy przed jej domem. Stał on na obrzeżach Londynu. Był bardzo duży chociaż mieszkała tam sama. Jej ojciec za niego płacił. Pomimo tego, że dawał jej pieniądze to pracowała. Nie chciała być jak ona to nazywała ,,rozpieszczoną księżniczką'' lub ,,pustą blondynką''. 
- Nałóż tą - powiedziała, gdy przeglądałyśmy jej rzeczy. Miała wiele sukienek i chciała mi jakąś na dziś pożyczyć. Podała mi jasno różową sukienkę przepasaną czarną wstążką. 
Spodobała mi się więc szybko ją przymierzyłam. Do tego włożyłam czarne szpilki, a Nina lekko podkręciła moje czerwone włosy, Kilka pasemek spięła z tyłu. Nie lubiłam się zbytnio stroić ale czego nie robi się dla najlepszej przyjaciółki. Była wręcz wniebowzięta mogąc pobawić się w stylistkę. Nałożyła na siebie sukienkę bez ramiączek. Górna jej część była w panterkę a dolna składała się z czarnej koronki. Do tego złote szpilki i czarną torebkę. Jak zwykle wyglądała idealnie.   



- Idziemy - powiedziała z uśmiechem po  czym wysiadła z samochodu. Zrobiłam  to samo. Przez kolejne 4 godziny chodziłyśmy po całym Londynie co było wbrew pozorom bardzo męczące. Chłopcy oglądali się a nami. Choć moim skromnym zdaniem to ona przyciągała częściej ich wzrok nisz ja. Widziałam że sprawia jej to przyjemność. Zawsze lubiła być w centrum uwagi. Mi za to trochę to przeszkadzało. Byłam typem szarej myszki. 
 Weszłyśmy do jednej z restauracji na kolacje. Była dość elegancka. Po zamówieniu 2 porcji spaghetti powiedziała że mamy jeszcze dużo czasu więc chwile tu posiedzimy, później pójdziemy do galerii i dopiero do klubu. Zgodziłam się. Zresztą nie miałam za dużo do gadania. To ona tu rządziła. Rozmawiałyśmy o dosłownie wszystkim co ostatnio się działo w naszym życiu. Wiedziała o mnie chyba więcej niż ktokolwiek inny choć rzadko się widywałyśmy. Ona była dla mnie jak najlepsza przyjaciółka, chociaż nie - bardziej siostra. 
                                                   ~~~Harry~~~
- Szybciej Harry. Zaraz się spóźnimy - dobiegł mnie z dołu głos Luisa. Muszę przecież wyglądać perfekcyjnie więc potrzeba na to trochę czasu. 
- Już idę - krzyknąłem. Ostatni raz poprawiłem loczki i przejrzałem się w lustrze po czym zbiegłem po schodach, nałożyłem buty i pobiegłem do samochodu. Już czekali tam na mnie Margaret i Niall. Louis, Liam i ich dziewczyny jechali drugim. Usiadłem na miejscu kierowcy. Jak zwykle zresztą robiłem za ich szofera. Choć to oni powinni. Jestem przecież z nich najmłodszy i powinni się mną opiekować!
- No nareszcie - powiedziała Margaret. Już nawet nie chciało mi się tego komentować. Zacisnąłem mocno zęby żeby nie powiedzieć nic co by zepsuło nam wieczór.  Odpaliłem samochód i ruszyłem za czarnym BMW należącym do Luisa.
- Dłużej się nie dało ? - zapytała ironicznie. 
- Dało się - odpowiedziałem wysilając się na spokój. Licz od 100 do 0. To pomorze. Sto... Dziewięćdziesiąt dziewięć... Dziewięćdziesiąt osiem.... Szczerze mówiąc nie lubiłem Margaret. Czułem, że jest jakaś... wredna... może bardziej fałszywa. Nie wiem dlaczego on z nią jest. Nie pasują do siebie. 
Zatrzymałem samochód przed restauracją. Margaret wysiadła, a ja poprosiłem Nialla by pojechał ze mną zaparkować samochód. Trochę był zaskoczony, ale został. Z samochodu Lu także wysiedli pasażerowie, a on pojechał za nami na parking. Zajęliśmy miejsca parkingowe koło siebie. 
- Idziecie? - zapytał Luis otwierając moje drzwi i się o nie opierając. 
- Za chwile. Musimy jeszcze pogadać - odpowiedziałem uśmiechając się. 
- Taka męska rozmowa ? 
- Coś w tym stylu.
- Jakby co to już przeprowadzaliśmy z naszym malutkim Niallem rozmowę o tym jak powstają dzieci - złapał blondyna za policzki i lekko je rozciągnął co przypominało mi gest starych cioć widzących dzieci po długiej rozłące. 
- Niestety pamiętam tą rozmowę - przyznał głośno przełykając ślinę. Zaśmialiśmy się.
- To ja już spadam - powiedział Lou na co skinąłem głową. Widziałem jak idzie w stronę wejścia. 
- To o czym chcesz ze mną rozmawiać ? - zapytał niebieskooki po chwili ciszy. 
- Na prawdę kochasz Margaret ? - zapytałem prosto z mostu. Spojrzał na mnie zdziwiony więc dodałem - Wydaje mi się, że ona jest jakaś... nawet nie wiem jak to określić. Po prostu mam złe przeczucia co do niej. Czuję, że będą z nią kłopoty. Nie chce żebyś mnie źle zrozumiał. Po prostu...
- Nie jestem pewien czy ją kocham - przerwał mi chowając twarz w dłoniach. - Ona jest ładna i w ogóle, ale czy to na pewno miłość ? Może po prostu zauroczenie... Nie wiem.
- Dobrze już chodź zanim będą nas szukać - powiedziałem i otworzyłem drzwi. Blondyn zrobił to samo. Ruszyliśmy popychając się na żarty i szturchając. To było nasze normalne zachowanie.  Przed wejściem Niall powiedział jakiś żart przez co zaczęliśmy się śmiać. Kiedy otworzył drzwi do restauracji wpadł na jakąś czerwonowłosą dziewczynę przez co ona straciła równowagę. Na szczęście blondyn złapał ją w samą porę w talii. Za nią stała jej przyjaciółka z długimi, brązowymi włosami. Obie wyglądały niczym księżniczki z jakiejś bajki. Blondyn gapił się na dziewczynę, którą nadal trzymał z prawie że otwartymi ustami. Jego duże niebieskie oczy wyglądały na jeszcze większe. Już widziałem u niego taką miną ale wtedy patrzył na trzypiętrowy czekoladowy tort który zobaczył w jakiejś cukierni na wystawie. Chyba poczuła się skrępowana więc rzuciła ciche ,,przepraszam" spojrzała na nas po raz ostatni po czym chwyciła przyjaciółkę za rękę i wyszła. Zostawiły nas w pełnym osłupieniu. Staliśmy tam jeszcze przez chwilę. 
- Wow - tylko tyle zdołał wydusić chłopak.
- Dokładnie - powiedziałem otrząsając się i położyłem dłoń na jego barkach po czym ruszyliśmy w stronę stolika gdzie już wszyscy siedzieli. Kiedy tylko podeszliśmy wstał Zayn Malik mocno nas przytulił i rozpoczęły się rozmowy choć nasza trójka była zajęta swoją własną. Szeptaliśmy o tamtych dwóch dziewczynach. Były tak piękne. Nie mogę przestać myśleć o pięknej zielonookiej brunetce. 
Zajmowała wszystkie moje myśli. Zayn też je widział. Chociaż nie spodobały mu się tak jak nam. Ma przecież Perrie. Przerwał nam Lu, który zaproponował wyjście do jednego z klubów. Kiedy jechaliśmy widziałem w lusterku jak Margaret przytula się do Nialla, a on tylko gapił się w okno. Nadal miał coś z tamtej miny. Może to te jasne rumieńce a może coś w jego niebieskich oczach? Wiedziałem że myśli o czerwonowłosej. Uśmiechnąłem się do siebie. Nikt się nie odzywał. Po chwili już byliśmy w klubie. Ja i Niall podeszliśmy do baru, żeby się czegoś napić. W czasie gdy rozglądałem się po tłumie zobaczyłem czerwone loki. Takie jak miała tajemnicza dziewczyna z restauracji. Powiedziałem to blondynowi, a on również zaczął się rozglądać. Po chwili wskazał ręką na róg sali. Było tam wyjście na parking z tyłu klubu, przy którym stało pięć osób. Dwie z nich to dziewczyny, które wcześniej spotkaliśmy, a obok stało trzech mężczyzn. Rozmawiały z nimi o ile można nazwać to rozmową. Dziewczyny rozglądały się z nadzieją po tłumie. Jakby chciały żeby ktoś im pomógł. Jeden z chłopaków złapał czerwonowłosą za nadgarstek i pociągnął za sobą w stronę wyjścia. Kolejny z nich popchnął brunetkę. Trzeci po prostu się rozejrzał i wyszedł za nimi. 
_____________________________________________________

Jeśli to czytasz proszę zostaw komentarz :D 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz